„The less is more garden” czyli co zrobić, żeby korzystać z ogrodu z przyjemnością

Czy ja Wam wspominałam, że mam hopla na punkcie książek ogrodniczych? Tzn.: mam hopla ogólnie na punkcie książek ale ostatnimi czasy kupuję głównie książki o ogrodach. W Polsce jest ich bardzo niewiele (jak w zeszłym roku wydano książkę Dana Pearsona, to wszystkie blogi ogrodowe się na nią rzuciły jak pies na kiełbasę, też bym o niej napisała, ale wtedy nie miałam bloga;)) ale dzięki pradawnym bogom za amazona. Wyszukuję tam głównie pozycje dotyczące projektowania ogrodów. Mam ich kilka i chociaż wszystkie zgadzają się co do głównych punktów całego procesu projektowania, to jednak każda z tych książek kładzie nacisk na inne rzeczy, w zależności od upodobań autora.

Przykładowo, „Projektowanie ogrodów” Johna Brookesa (moja osobista biblia) skupia się na tworzeniu ogrodu rozumianego jako przyjemna dla oka kombinacja różnych brył i kształtów (skojarzenia z geometrią jak najbardziej uzasadnione). „Jak stworzyć ogród marzeń” Danusi Młoźniak dużo miejsca poświęca pięknym kombinacjom roślin. A ostatnio przybyła mi kolejna pozycja, i chociaż nie jest na tyle znakomita, żeby zasługiwać na pierwsze miejsce wśród polecanych lektur, to jednak od niej zacznę.

 

„The less is more garden” Susan Morrison kupiłam pod wpływem pozytywnych recenzji, chwalących ją za praktyczne porady i piękne przykłady. To jeden z tych poradników oferujących porady, które na pierwszy rzut oka wydają się oczywiste i nieciekawe, typu: „wybierz odpowiedni rodzaj materiału na ścieżki”, „dobieraj rośliny tak, żeby ogród był atrakcyjny przez cały rok” czy „upewnij się, że do wszystkich miejsc jest wygodny dostęp”. Człowiek sobie myśli „Helooooł?! Takie rady to w pierwszej lepszej gazetce można znaleźć!”. Ale Susan podaje bardzo fajne przykłady z własnej praktyki, które pokazują, jak w praktyce należy rozumieć terminy „odpowiednio duży” czy „dopasowany do potrzeb”. Bardzo ciekawie tłumaczy również, że jak odejdziemy od wdrukowanego schematu „ogród=trawnik + rabaty dookoła niego”, a zaczniemy naprawdę zastanawiać się nad tym, czego oczekujemy od swojego ogrodu i jak chcemy spędzać w nim czas, to możemy osiągnąć dużo bardziej satysfakcjonujący nas efekt.

Będzie dygresja:

Dostałam tą książkę akurat w momencie, kiedy byłam w lekkim dołku po jednej z wielu podobnych dyskusji na forum. Pojawia się mianowicie jakaś dobra dusza, pokazuje kawałek rabatki i pyta „co tutaj posadzić?”. A wtedy ja wpadam na nią niczym tornado: „Zrób plan! Pokaż więcej zdjęć! W jakim stylu chcesz ogród? Co ma się w nim znaleźć?” Itd., itp.

Lista żądań zwykle poparta jest długą epistołą  wyjaśniającą, dlaczego wszystkie te informacje są niezbędne. Pisałam to już tyle razy, że w sumie nie wiem, dlaczego po prostu nie zrobię „kopiuj-wklej”. Odpowiedzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: tą rzadziej spotykaną („O rany – jak super, że ktoś mi pomoże ogarnąć ten ogród, bo nie mam pojęcia co z nim zrobić!”) i tą częstszą („Zabierzcie ode mnie tą wariatkę, bo ja chciałam po prostu się dowiedzieć, czy lepiej posadzić tu jałowca czy wierzbę hakuro-nishiki”). No i właśnie po tej drugiej wersji rozmowy znowu plułam sobie w brodę, że się narzucam jakiejś nieszczęśnicy i zupełnie niepotrzebnie chcę ją uszczęśliwiać na siłę, kiedy dostałam tą książkę w ręce.

Otworzyłam, zaczęłam czytać i balsam spłynął na me smutne serduszko, bo to jest właśnie to, co usiłuję wytłumaczyć  dziewczynom:

W ogrodzie wygoda użytkownika jest ważniejsza od ładnych kwiatów

Chociaż – oczywiście – ładne kwiatki pogłębiają przyjemność korzystania z ogrodu… W każdym razie, celem tej książki jest właśnie pokazanie, na co należy zwracać uwagę i jakie elementy powinny się znaleźć w ogrodzie, byśmy mogli w nim wygodnie wypoczywać, a nie tylko kosić/pielić/podlewać/sprzątać.

Postaram się w skrócie przedstawić te punkty i rady Susan, które w naszych warunkach wydają się najistotniejsze (bo np. rada, żeby ograniczyć elementy rzadko używane, w rodzaju kuchni zewnętrznej, w naszych realiach jest mało istotna:D). Rady będą przefiltrowane przez moje własne i cudze doświadczenia.

Isolated Idyll; proj.: Acres Wild; link po kliknięciu w zdjęcie; tak wyobrażam sobie wygodny taras: goście mogą swobodnie odsunąć krzesła, a gospodyni może ich obejść sprzątając talerze;)

To jest mój nr 1 na liście rzeczy niezbędnych dla wygodnego korzystania z ogrodu. Taras musi mieć taką powierzchnię, żeby pomieścił stół odpowiedniej wielkości dla najczęściej przyjmowanej liczby osób. Jeśli zwykle jadacie we własnym gronie, to wystarczy nieduży stolik na 4-6 osób. Jeśli lubicie przyjmować gości i często urządzacie imprezy – większy stół jest niezbędny. Do tego trzeba doliczyć miejsce na komunikację czy postawienie grilla. Zadaszenie jest niezbędne zarówno ze względu na słońce jak i na deszcz (nawet nie wiecie jaka to ulga, nie musieć się martwić o poduszki zostawione na deszczu). Uważacie, że to jest oczywiste? To spójrzcie na projekty domów oferowane na stronach pracowni projektowych (choćby ten, czy ten, czy ten). Nawet jeśli zmieści się na nich stół, to brakuje miejsca na przejście. A jeżeli taras jest odpowiednio duży, to zwykle niezadaszony. Jeżeli macie do dyspozycji właśnie taki niezbyt wygodny taras, to możecie na nim ustawić fotele wypoczynkowe, a do celów jadalnianych postawić altanę (dwoje moich znajomych ma taką sytuację).  Ważne, żeby była blisko domu (chodzenie z talerzami nie jest wygodne) i żeby prowadziła do niej utwardzona ścieżka. Skoro o ścieżkach mowa…

Isolated Idyll; proj.: Acres Wild; link po kliknięciu w zdjęcie; zwróćcie uwagę na szerokość ścieżki prowadzącej do domu;

Czyli podjazdy i ścieżki. To jest punkt drugi na mojej liście. W Polsce, z wiadomych względów, jest tendencja żeby oszczędzać na tym elemencie. W mojej najbliższej okolicy jest kilka domków szeregowych, przed którymi jest bardzo mały podjazd, a do tego oddzielony od chodnika jakąś mikroskopijną rabatką, na której najczęściej rosną jakieś iglaki. Efekt jest taki, że nie da się otworzyć drzwi samochodu, żeby nie podrapać lakieru, nie mówiąc już o wyjęciu zakupów.

Utwardzone ścieżki prowadzące od tarasu do altany, czy dookoła domu też często na początku wydają się zbędnym wydatkiem. Po latach bojów z wydeptanym trawnikiem właściciele decydują się w końcu położyć tam kostkę. Tyle że w międzyczasie moda się zmieniła, producenci wycofali stare serie produktów i na podwórkach widać wtedy uroczą kompozycję z żółtej elewacji, buraczkowej kostki Bauma i szarej kostki stylizowanej na granitową. Do tego biała marianna na rabatach.  Cud, miód i orzeszki.

Tak na marginesie: ścieżka, którą widzicie na powyższym zdjęciu była robiona w tym lub w zeszłym roku. Tutaj możecie porównać stan przed i po.

Isolated Idyll; proj.: Acres Wild; link po kliknięciu w zdjęcie;

Dobrze dopasowane, czyli: dobrane wielkością i wymaganiami do istniejących warunków. O wymaganiach roślin już pisałam i jeszcze będę pisać, więc tutaj wspomnę tylko o dopasowaniu wielkości roślin. Tutaj problem może być w dwie strony:

– przykłady roślin za dużych dla danego miejsca często można zobaczyć przy domach sprzed 20-30 lat. Posadzono przed nimi małe choineczki, żeby można było powiesić na nich świąteczne lampki. Po latach okazało się, że „choineczki” przerosły kalenicę i całkowicie zasłaniają jedyne okno w pomieszczeniu. Ewentualnie, drugi wariant jest taki, że rosły pod linią energetyczną, przyjechali pracownicy dystrybutora prądu i po prostu urżnęli je w połowie wysokości….

– odwrotny problem jest na nowszych działkach (i tak, wiem, że na nich drzewa często po prostu jeszcze nie zdążyły urosnąć), których właściciele boją się, że „liście im będą lecieć”, więc tworzą całe kolekcje z karłowych iglaków szczepionych na pniu, które tak zawzięcie  produkują szkółkarze.

Isolated Idyll, proj. Acres Wild; link po kliknięciu w zdjęcie;

Nie mówię tu nawet o schowku czy szopie na narzędzia ogrodowe, tylko o rozwiązaniach pomagających ograniczyć bałagan, który jest nieunikniony, szczególnie w domach z dziećmi. Tym razem będzie przykład z mojego własnego podwórka. Uważałam, że mając drewutnię, duże pomieszczenia na rzeczy ogrodnicze i garaż, w którym nie parkujemy samochodów tylko rowery, żadnego dodatkowego miejsca nie potrzebujemy. Okazało się to złudą. Wszystkie te schowki są z drugiej strony domu: daleko i trudno dostępne. Ani ja nie mam cierpliwości, żeby za każdym razem odnosić tam swoje łopaty i grabki, z których wiosną korzystam właściwie codziennie, ani też moje dzieci nie odnoszą swoich deskorolek i zabawek codziennie na swoje miejsca #witajwprawdziwymświecieneo. Susan proponuje w takich sytuacjach jakieś ładne skrzynie przy tarasie, które w razie potrzeby mogą służyć jako dodatkowe siedzenie i przyznam się, że bardzo chętnie bym coś takiego u siebie widziała, tylko jeszcze nie znalazłam takich w odpowiedniej cenie i jakości.

Chciałabym, żeby omówione sytuacje były tylko wytworem mojej wyobraźni ale niestety – to wszystko przykłady z życia wzięte. Co tylko świadczy o tym, że rzekomo oczywiste rady, w praktyce wcale takie oczywiste nie są.

Porad jest oczywiście więcej, ale ten post w wordzie już mi zajął 3 strony drobną czcionką (szkoda, że wypracowania w szkole nie wychodziły mi tak długie jak te posty), więc pozostałe zostawię sobie na inną okazję. Mam nadzieję, że razem z Susan przekonamy Was do przemyślenia bardziej przyziemnych rzeczy niż ładne kwiatki:D.

10 myśli na “„The less is more garden” czyli co zrobić, żeby korzystać z ogrodu z przyjemnością”

  1. Jak ja kocham to twoje usystematyzowane podejście.Tak sobie przechodziłam od punktu do punktu:to zrobione nawet chyba dobrze, to nawet całkiem dobrze i na ostatnim wpadka – deskorolka synusia na środku tarasu bo musi mieć pod ręką ( ale pomysł już jest tylko ta realizacja..)
    Roślinki to chętnie podpiszę tylko muszę się naumieć jak.

    1. Nie jest nudne takie podejście? Bo ja bym już chętnie przeszła do ciekawszych tematów, np.: kolory w ogrodzie, albo różnice między rabatami preriowymi a angielskimi, a tutaj jeszcze tyle „tematów dla początkujących” przed nami:D
      Jeśli byś napisała po prostu w komentarzu pod postem nazwy roślin, to ja bym zaktualizowała potem podpisy pod zdjęciami:D

      Twój taras – niezależnie od reszty ogrodu – to przedmiot mej ogromnej zazdrości:D
      A co do deskorolek – obawiam się, że na pewne rzeczy żadna ilość schowków nie pomoże:D

  2. Z przyjemnością czytam twoje wpisy. Nie dość, że masz bardzo lekkie pióro to jeszcze tematyka „z życia wzięta”. Na początku posiadania ogrodu niewiele osób ma sprecyzowane potrzeby i wiedzę. A na jej zdobycie potrzeba czasu, chęci, pieniędzy i pracy. Skłaniam się ku tezie, że tworzenie ogrodu jest podobne do budowy domu. Pierwszy kupujesz/robisz dla wroga, drugi dla przyjaciela a trzeci dla siebie. Z czasem zmieniają się też nasze potrzeby, także te ogrodowe. Teraz dużo bym dała za dom z wysokim i dużym salonem, przeszkloną ścianą (mimo mycia) i dużym tarasem, zadaszonym i odkrytym. Bo w obecnym stanie ogród i taras są po prostu za małe na wszystko co mi potrzebne. I potem człowiek kombinuje jakby to poprawić i dokleja lub wiecznie przerabia.
    Ps. Ciągle myślę jak wygospodarować u siebie zadaszone, stałe miejsce na stół ogrodowy i osłonić bardziej taras przed słońcem. Przydałaby się też jakaś skrzynia na tarasie na narzędzia, te podręczne bo nożyczki nadal na parapecie leżą :) mimo schowka na tyłach

  3. No właśnie nie nudne , to takie budowanie struktury bez której wszystkie smaczki wcale nie będą dobrze wyglądać, rosnąć.
    To tak trochę jak w tych projektach osiedlowych,zaprojektowany trawnik z alejkami dookoła a ścieżka wydeptana przez środek(bo tak jest wygodniej). Trzeba najpierw te ścieżki wydeptać a potem projektować.I to jest to do czego namawiasz.
    Większość nie wie co im później będzie przeszkadzać, nie widzą wielu aspektów korzystania z ogrodu.
    Moim zdanie i tak nie ma co liczyć że finalnie to nie trzeba będzie nic poprawiać i wszystko wyjdzie idealnie (ja to bym nawet nie chciała) ale błędy popełniane przy strukturze zwykle wymagają potężnych nakładów żeby je poprawić.Wydeptujmy najpierw te ścieżki wyjdzie to nam na dobre.
    Takie wpisy to taki przewodnik po tym wydeptywaniu.
    Ino tak dalej miła pani.

  4. Bardzo ciekawe rozważania. Zastanawiam się, czy gdybym trafiła na nie na początku swojej drogi, umiałabym z nich skorzystać… Bo prawda jest taka, że „nauczyciel przychodzi, gdy uczeń jest gotowy”. Myślę, że ja nie byłam.
    Nauczyciela także nie było, więc w moim ogrodzie pojawiła się i buraczkowa kostka i inne atrakcje, bez planu, oczywiście. Nie wiem, jakim cudem udało mi się z tego wybrnąć.
    Wiem, że najważniejsze okazało się uświadomienie sobie, CZEGO chcę w moim wymarzonym ogrodzie (i nie mam tu na myśli gatunków roślin). Znalezienie drogi było tylko konsekwencją.
    A szukałam podobnie, jak Ty. I wcale nie jestem jeszcze u celu, po tylu latach.

    1. Zgadzam się. Piszę te posty ale obawiam się, że ci, którym najbardziej są one potrzebne, są najmniej nimi zainteresowani:D.Dlatego ciągle wracam do kwestii „po co to wszystko robić” i „czemu ma służyć projekt”. Nie wiem, czy się przebiłam z przekazem:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *