Jakich błędów unikać przy sadzeniu roślin?

błędy przy sadzeniu roślin

Sadzenie roślin… Cóż może być łatwiejszego? Wykopać dołek, wsypać dobrej ziemi, wsadzić roślinę, uklepać, finito. Okazuje się jednak, że – jak zwykle – diabeł tkwi w szczegółach i to one decydują o tym, czy za rok nie będziemy się zastanawiać „dlaczego ta piwonia nie kwitnie?” albo „dlaczego tuje brązowieją?”. Anglicy – najbardziej kompetentny ogrodniczo naród świata – mają na tą okazję swoje powiedzenie: It’s better to plant a 50-cent plant in a $5 hole, than a $5 plant in a 50-cent hole. Co się tłumaczy jako „Lepiej wsadzić roślinę za 5 zł do dołka za 50 zł, niż roślinę za 50 zł do dołka za 5 zł”. Zatem: jak dobrze posadzić rośliny?

Na początek przyznam się: to miał być krótki, wakacyjny post wytykający najczęściej popełniane błędy  przy sadzeniu roślin. W swoim zadufaniu napisałam, co wiedziałam (albo raczej: co wydawało mi się, że wiem) a potem zaczęłam szukać na YouTubie filmików, które by potwierdziły moje teorie. No i się mocno zdziwiłam, bo nie znalazłam ANI JEDNEGO, który by w 100% przedstawiał cały proces tak, jak ja go opisałam. Czyżbym aż tak się myliła? Sami oceńcie.

Jak duży powinien być dołek?

Wg mnie: im większy, tym lepszy. I tak nie damy rady przygotować dołu pod całą przyszłą bryłę korzeniową dużego krzewu czy drzewa, ale dobrze by było, żeby wystarczył przynajmniej na pierwsze dwa, trzy lata, prawda? Zatem, jeśli tylko mam możliwość (nie zawsze jest), to staram się żeby dołek był przynajmniej dwa razy szerszy i głębszy niż doniczka.  Dlatego bardzo się zdziwiłam, jak zobaczyłam, że we wszystkich filmikach kopią dołki szerokie, ale głębokie tylko na głębokość donicy. Czy ich drzewom korzenie nie rosną w dół?

Co dać do dołka?

Oczy wyszły mi na wierzch jak zobaczyłam, że mężczyzna na powyższym filmie zasypuje dołek ziemią, którą z niego wykopał, mówiąc jednocześnie, że dodatek kompostu czy obornika nie pozwoliłby korzeniom wyjść poza dołek! Serio?! Słyszał ktoś o równie dziwnej teorii? Sądziłam, że dodając kompostu, obornika (lub inne dobroci, które mam pod ręką) do dołka, zapewniam  im najlepsze możliwe warunki. Co prawda, zawsze jednak pilnuję, żeby wymieszać je z ziemią macierzystą – właśnie po to, żeby roślinom łatwiej się było zaadaptować do środowiska. Myślicie że źle robię? Sądząc po bryłach korzeniowych krzaczków, które przesadzałam po dwóch latach – nie wydaje mi się. Tak sobie jednak myślę, że problem z rozrastaniem się korzeni faktycznie może występować tam, gdzie ziemia jest bardzo zbita i nieprzepuszczalna. Ale to nie jest problem kompostu w dołku, tylko gliny dookoła (mój post o kompleksowym przygotowaniu ziemi polecam). 

Wzruszać korzenie czy zostawiać nienaruszone?

Na powyższym filmie nie ruszają bryły korzeniowej. Prawdę powiedziawszy, w tym przypadku ja też nie widzę potrzeby, bo korzenie nie są przerośnięte i wygląda na to, że rosną w normalnej ziemi a nie czystym torfie. Ale za to ten film wprawił mnie w ogromne zdumienie:

Facet robi w wykopanej ziemi dołek kształtu doniczki i w niego po prostu wkłada karpę korzeniową, jak w osłonkę! Podobno ma to służyć minimalnemu uszkodzeniu korzeni i uniknięciu „szoku transplantacyjnego”. No nie wiem…. Nie twierdzę, że mi nie zdarzyło się, że roślina po przesadzeniu nie klapnęła na dzień czy dwa ale wydaje mi się to mniejszym problemem niż to, że korzenie są kompletnie nie związane z podłożem. W każdym razie, jak wyjmuję sadzonkę z doniczki i widzę, że korzenie ją oplatają dookoła to staram jak najbardziej je jak najbardziej poluzować, nawet jeśli oznacza to, że muszę je poszarpać lub nawet uciąć. I jeżeli widzę, że roślina rośnie w torfie, to też go wydłubuję, nawet jeśli w efekcie zostaje mi połowa pierwotnej objętości doniczki. Na filmach instruktażowych takie podejście widziałam tylko przy rododendronach i czasami przy bylinach:

Nawozić czy nie nawozić?

Ponieważ bogato wzbogacam ziemię naturalną próchnicą, to nie mam potrzeby stosowania nawożenia mineralnego. Ewentualnie daję trochę nawozu startowego. Różni się od zwykłego nawozu tym, że ma więcej fosforu a mniej azotu (azot pobudza wzrost masy zielonej, a fosfor – korzeniowej). To jest szczególnie ważne przy roślinach kopanych z gruntu, którym ucięto dużą część korzeni. Jeśli te okaleczone korzenie zmusimy do karmienia dużej ilości igieł/liści, jednocześnie stymulując azotem wzrost części zielonych, to osłabiamy całą roślinę, która będzie bardziej podatna na wymrożenie i zasuszenie. Jestem przekonana, że często występujący problem z brązowieniem tui wkrótce po posadzeniu właśnie tutaj ma swoją przyczynę: kiepsko przygotowany dołek w połączeniu ze zbyt szybkim nawożeniem azotowym. Dodajmy do tego zbyt słabe podlewanie i mamy klops.

Sadzenie w glinie

Tutaj znalazłam ciekawostkę. „Normalnym” trybem postępowania przy sadzeniu jest zrobienie dookoła dołka wału, który zapobiega rozlewaniu się wody na boki w trakcie podlewania. W celu zapobiegania gniciu korzeni radzi się zrobienie drenażu (czyli wsypanie żwiru lub keramzytu na dno dołka). Zawsze mnie zastanawiało, na ile ten drenaż będzie skuteczny. Bo w końcu – ileż go można nasypać? Trzy, cztery, pięć centymetrów? A przy takich ulewach jak mieliśmy ostatnio, to z pewnością warstwa nawet 5 cm nie byłaby skuteczna. No tutaj znalazłam inną propozycję rozwiązania tego problemu:

Prowadzący radzi, żeby sadzić nie w dołku, tylko właśnie na górce. Zapobiega to zaleganiu wody w korzeniach i przy nasadzie pnia. Dla mnie – posadził to drzewo szokująco płytko. Ale być może na naprawdę ciężkich, nieprzepuszczalnych ziemiach to jest właściwy kierunek? Może jakieś czytelniczki z gliniastych okolic będą mogły się tutaj wypowiedzieć? W każdym razie, instruktor z tego filmu wiele rzeczy robi podobnie jak ja bym je zrobiła: rozkłada na boki zaplątane korzenie i sadzi w mieszankę ziemi macierzystej z próchnicą („potting mix” to właśnie ziemia z domieszką materii organicznej) – chociaż tej próchnicy malutko jest, oj malutko:D. Natomiast opalikowanie tego drzewa to dla mnie jakiś żart. Ale tak czy inaczej, to co bym naprawdę zrobiła, to przekopanie całej rabaty (założę się, że za chwile będzie ją zakładał pod tym drzewem) z próchnicą, na głębokość dwóch szpadli, w proporcji ok. pół na pół w stosunku do ziemi macierzystej. I wtedy drzewko bym sadziła na poziomie gruntu a nie nad nim, i nie byłoby problemu z zaleganiem wody przy pniu.

Jak widać – niby prosty temat, a tyle możliwości. I nie twierdzę absolutnie, że „moja metoda jest najmojsza” bo jeśli można wyciągnąć jakiś wniosek z tych wszystkich sprzecznych instrukcji, to taki, że każdorazowo trzeba ocenić, jak wygląda bryła korzeniowa, jak ziemia, jakiego rodzaju mamy roślinę – i stosownie do okoliczności dobrać odpowiednią metodę. Obyśmy w trakcie nauki jak najmniej strat odnotowali:D

Ps. Już po napisaniu tego testu przypomniałam sobie, że przecież mam na półce parę książek Christophera Lloyda, który „największym ogrodnikiem naszych czasów był” (napiszę o nim wkrótce) i w którejś na pewno były jakieś rady odnośnie sadzenia. I rzeczywiście, jak sięgnęłam do „Well-tempered garden”, to zaraz na samym początku jest rozdział poświęcony temu tematowi. I oczywiście znalazłam tam kilka interesujących uwag:

– wielkość dołka: Christopher miał okazję obserwować np.: stażystów sadzących rośliny i widział, że niektórzy kopią dołki mniejsze niż doniczka, po czym na siłę usiłują wepchnąć bryłę korzeniową w za małą dziurę, kręcąc nią na wszystkie strony i niszcząc przy okazji całą roślinę. Tak, w porównaniu do takiego zachowania, dołek o średnicy równej podwójnej szerokości donicy wydaje się aż nadto wystarczający:D;

– „mocne sadzenie”: roślina musi się dobrze trzymać ziemi; Christopher radził wręcz, żeby pociągnąć (delikatnie!) za pień czy gałęzie, żeby sprawdzić, czy roślina nie wychodzi z ziemi; jestem przekonana, że rwałby włosy z głowy, gdyby zobaczył drugi filmik:D;

– głębokość sadzenia: zasadą jest, że nie sadzi się roślin głębiej niż były posadzone w doniczce; jako wyjątki podał tylko szczepione róże, szczepione lilaki oraz powojniki, którym głębsze sadzenie bardzo służy; inne rośliny prawdopodobnie dostaną od tego zgnilizny i padną;

– przycinanie: jakkolwiek brutalny nie byłby to zabieg, Christopher zalecał mocne przycięcie gałęzi po posadzeniu; tak, żeby korona nie była większa niż bryła korzeniowa (czyli naprawdę mocno!) z tego samego powodu o którym pisałam wyżej: maksymalnie zmniejszyć wysiłek korzeni, żeby mogły się skupić na odbudowaniu swojej masy.

Było jeszcze kilka drobniejszych rad, ale myślę, że wszyscy mają już serdecznie dość tego tematu:D.

6 myśli na “Jakich błędów unikać przy sadzeniu roślin?”

  1. Jak zwykle pomocna wiedza.Chyba dobrze sadzę,bo wszystko rośnie,chociaż uważam,że najważniejsze jest przygotowanie gleby.
    Ciągle mam za mało kompostu i bardzo Ci zazdroszczę,że masz dostęp do owego
    pozdrawiam

  2. Po Twoim wstępie zasugerowałam się jakoś, że na filmach będą przykłady brytyjskich ogrodników sadzących rośliny. A tu Australijczyk i Amerykanie :D

  3. Fajny temat, nigdy głębiej nie zastanawiałam się nad dołkami 🤦‍♀️ Dopiero przy sadzeniu borówek wyczytałam, że to ma znaczenie. Tuje też sądziłam byle jak, podrzucając im jakiś nawóz do iglaków. No cóż, nie brązowiały chyba tylko dlatego, że ogród jest przy rzece i miały stały dostęp do wody 😂

    1. To im na pewno pomogło, bo tuje lubią mieć dużo wody:). Jak ktoś ma dobrą ziemię, to przygotowanie dołków nie jest tak bardzo ważne. A jak ma żółty piach – tak jak ja – to z konieczności musi zgłębiać temat:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *