Sposoby na zatrzymanie deszczówki

bioretencja - sposób na deszczówkę

Od razu z góry przepraszam tych, którzy spodziewają się, że w tym poście otrzymają rady co do beczek na deszczówkę i instalacji rozprowadzających wody opadowe. Dzisiaj nie będę pisała o tym, jak możemy zbierać deszczówkę w swoich ogrodach, a o tym, co można zrobić w miastach, żeby ograniczyć występowanie podtopień i zalewań w czasie gwałtownych opadów, które w zmieniającym się klimacie coraz częściej występują.

Z informacji, którymi jesteśmy bombardowani z różnych stron można by wywnioskować, że największy problem z gospodarką wodami opadowymi mają gospodarstwa domowe i że można go rozwiązać dopłatami na zakup zbiorników na deszczówkę. Oczywiście, nie zaprzeczam, że to świetny pomysł i w każdym domu taki zbiornik powinien być. Tym niemniej, o tych zbiornikach jest głośno, bo to najłatwiejsze i najszybsze rozwiązanie jakie można wdrożyć. Tymczasem jednak prawdziwy problem mają nie podmiejskie domki a miasta, w których w zasadzie cała powierzchnia jest albo zabudowana, albo zabetonowana, albo wyasfaltowana i nie może spokojnie wsiąknąć w ziemię, tylko musi zostać odprowadzona kanalizacją do rzeki. Kiedyś nie było z tym tak wielkiego problemu, bo deszcze padały spokojnie (i kulturalnie – chce się napisać:D). A teraz, na skutek ocieplenia klimatu (które niektórzy troglodyci negują), pogoda nam się zbiesiła: deszcze padają rzadziej, za to dużo bardziej gwałtownie. Co oznacza, że to, co kiedyś spadło w ciągu tygodnia, obecnie spada w ciągu jednej godziny. Takiej ilości opadów nie wytrzyma żadna instalacja. I nawet jak MON zacznie sprzątać swoje place budowy, to też nie zmieni znacząco sytuacji:D.

Rozwiązaniem problemu jest zmiana podejścia: zamiast dążyć do tego, żeby woda opadowa jak najszybciej znalazła się w kanalizacji, trzeba jak najbardziej opóźnić ten moment, zostawić wodzie jak najwięcej miejsca na wsiąknięcie w grunt. Co oczywiście jest dla niektórych niewyobrażalne, bo przecież metr kwadratowy gruntu w mieście to majątek, który można zdyskontować, budując na nim 10 pięter biurowca. Wybaczcie tą uwagę. Nie powinnam się wypowiadać na temat polityki urbanizacyjnej w naszym kraju bo mnie od razu nosi. Popatrzcie lepiej jak to robią w innych krajach:

Najpierw przykład daleki, bo z Singapuru. Przez miasto płynie rzeka Kallang, która kiedyś była standardowo uregulowana i ujęta w potężne betonowe umocnienia. W czasie monsunowych opadów rzeka gwałtownie przybierała a potem równie gwałtownie opadała. Większość wód opadowych po prostu znikała w oceanie. Studio projektowe niemieckiego architekta Herberta Dreiseitla przekonało singapurskich urzędników do zamiany 3-kilometrowego zabetonowanego kanału na naturalny system wzorowany na meandrującej rzece:

Singrapur - rzeka przed modernizacją
tak kiedyś wyglądała rzeka Kallang
Singrapur - rzeka po modernizacji
a tak wygląda teraz

Obecnie rzeka meandrując, przepływa przez precyzyjnie zaprojektowany park, w którym rośliny dobrano tak, aby nie tylko wytrzymywały okresowe zalania, ale także oczyszczały brudną wodę. W efekcie nie tylko powodzie zmniejszyły się o połowę, ale również znacząco wzrosła produkcja tlenu, ilość ptaków i owadów. Nie wspominając już o takim drobiazgu, że ceny mieszkań w pobliżu podskoczyły o połowę:D

park deszczowy w Singapurze
park deszczowy w Singapurze jest zaprojektowany w taki sposób, żeby jak najwięcej wody opadowej zatrzymywało się w glebie
park deszczowy w Singapurze
park utworzony wokół rzeki jest jednym z bardzo niewielu miejsc, gdzie mieszkańcy mogą poczuć trochę natury

To samo studio projektowe opracowało strategię radzenia sobie z powodziami dla Kopenhagi.  Nie wiem, czy ktoś oprócz mnie jest zainteresowany tematem, więc tylko dla chętnych wklejam linka. Czy to nie jest niesamowite, jak historia zatacza koło i ludzie pokornie wracają do metod stosowanych przez Matkę Naturę a to, co kiedyś wydawało się szczytem cywilizacji, okazuje się szkodliwe i nieskuteczne? Popatrzmy jeszcze na inne rozwiązania, możliwe do zastosowania na mniejszą skalę:

Zamiast trawnika – ogród deszczowy z zagłębieniem, w którym bezpiecznie może gromadzić się woda.

Tak może wyglądać rów odwadniający (Portland w stanie Oregon).

Inny przykład ogrodu deszczowego z USA – woda najpierw gromadzi się w obsadzonym roślinami zagłębieniu, a dopiero potem trafia do kanalizacji, dzięki czemu jest jej mniej i jest dużo czystsza.

Na dużych placach można zastąpić część powierzchni utwardzonej – powierzchnią umożliwiającą wchłanianie wody.

W rowach, strumykach i rzekach można instalować zapory, które spowolnią spływ wody a tym samym – wydłużą czas jej wsiąkania w ziemię.

Jak widać – przykładów z całego świata jest dużo. Tylko jak próbowałam znaleźć jakiś, jakikolwiek przykład z Polski – to mi się nie udało. Dużo informacji o tym, czym jest bioretencja i mała retencja, o programach i dofinansowaniach – tylko realizacji brakuje. Za to na regularnie czytam o „modernizacjach” spod znaku „wyciąć i zabetonować„. Czy my zawsze musimy sami popełniać wszystkie błędy? Nie możemy uczyć się na cudzych? Wybaczcie, miałam nie pisać o polityce urbanizacyjnej. Ale dzisiaj dzień ponury, a ja kawy nie mogłam wypić. Następnym razem się poprawię. Obiecuję:D.

2 myśli na “Sposoby na zatrzymanie deszczówki”

  1. Dobrze, że o tym piszesz. To bardzo aktualny problem wszystkich większych miast. Również we własnych ogrodach warto zastanowić się nad tym, ile powierzchni zamknąć, a ile zostawić otwartej.

    1. Taki mamy klimat: w zeszłym roku wszyscy zastanawiali się, gdzie by tu jeszcze beczkę na deszczówkę ustawić, a w tym roku: co zrobić z nadmiarem wody. nie dogodzisz:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *