Jakie rośliny na żywopłoty formowane?

rośliny na żywopłoty formowane

Zgodnie z obietnicą z zeszłego tygodnia, tematem dzisiejszego postu będą żywopłoty formowane. Jednogatunkowe, elegancko przystrzyżone – to chyba największy klasyk ogrodowy, jaki tylko może być. Jednocześnie, jak mało który klasyczny element ogrodu – znakomicie odnajduje się w stylu nowoczesnym. 

Żywopłot formowany można wykonać z najróżniejszych roślin, pod warunkiem wszakże, że lubią cięcie. Niekoniecznie musi to oznaczać, że muszą się tak regenerować jak bukszpan, który w parę lat potrafi zmienić się z bezkształtnego krzaczora w zgrabną kulkę (przykład z mojego podwórka). Ale np.: sosny, które tolerują jedynie uszczykiwanie świeżych, niezdrewniałych pędów, zdecydowanie się nie nadają.

Jakie rośliny warto zatem wybrać? Zacznijmy od roślin zimozielonych. Czytelniczki Ogrodowiska nie będą zaskoczone:).

Świerk serbski

Ten gatunek świerka bardzo dobrze nadaje się na żywopłoty, bo w przeciwieństwie do innych świerków – nie ogałaca się po paru latach od dołu. Nie ma zatem ryzyka, że zostaniemy z dziurą w miejscu, gdzie najbardziej potrzebujemy osłony. Świerki te można przycinać w zwykły żywopłot, ale jeśli mamy potrzebę wysokiej osłony, to można je puścić luzem (wtedy trzeba je posadzić rzadziej, niż w przypadku żywopłotu strzyżonego. Świerki  mają jedną wadę, tą samą co tuje: szeroki, płytki i agresywny system korzeniowy, który utrudnia sadzenie innych roślin w pobliżu.

Cis

Przyznaję – to mój osobisty faworyt. Cis jest wyjątkowo długowieczną rośliną. Odporny na niemal wszystkie warunki – o wyjątku napiszę za chwilę. Nie imają się go żadne choroby grzybowe a ze szkodników grożą mu jedynie miseczniki. Nie jest popularny, bo ma opinię wolno rosnącego. Co nie do końca jest prawdą, bo roczne przyrosty mogą sięgać 15 cm, tyle że większość trzeba usunąć w czasie cięcia. Opinia o jego wolnym wzroście bierze się stąd, że w pierwszych latach cis skupia się na budowaniu głębokiej bryły korzeniowej, dzięki której potem staje się tak odporny na wszelkie warunki atmosferyczne. Głębokie korzenie są przyczyną jedynej klęski, o jakiej słyszałam w uprawie cisa: sławny, wielowarstwowy żywopłot cisowy w prywatnym ogrodzie Pieta Oudolfa (widoczny na zdjęciu obok) nie wytrzymał regularnego zalewania i wysokiego poziomu wód gruntowych – i musiał zostać w końcu zlikwidowany (czyli to zdjęcie jest już archiwalne).

Drugą przyczyną małej popularności cisa jest jego wysoka cena: tak jak napisałam wyżej, trzeba długo czekać, aż sadzonki urosną, dlatego są drogie. Trzecią przyczyną jest to, że cis jest niestety trujący – i to zarówno dla ludzi jak i zwierząt. Na szczęście zatrucie się cisem wcale nie jest takie proste:

po pierwsze: trujące są wszystkie części cisa z wyjątkiem tych najbardziej kuszących, czyli czerwonych owoców (fachowa nazwa: osnówek);

po drugie: żeby się zatruć, trzeba te trujące części dobrze rozgryźć; połknięte w całości nie stanowią zagrożenia.

Jeśli ktoś bardzo się obawia zatrucia, to może wybrać którąś z odmian męskich, nie zawiązujących owoców (‚Hilli’ jest najbardziej popularna).

Choina kanadyjska

Ta pozycja w zestawie jest chyba najmniej znana szerokiej publiczności. Uwzględniłam ją, bo sprawdzi się bardzo dobrze tam, gdzie nawet cis może nie sobie nie poradzić, czyli w miejscach bardzo wilgotnych i z wysokimi wodami gruntowymi. Ponadto, w przeciwieństwie do ciemnego cisa, ma bardzo przyjemny, jasny odcień zieleni.

Bluszcz

Ta pozycja też może budzić zdziwienie bo to pnącze, i w dodatku uważane za inwazyjne. Widziałam jednak kilka ścian bluszczowych i – jeśli były zadbane (tzn.: regularne cięte) – to bardzo ładnie się prezentowały. Wrzuciłam tą roślinę do zestawienia, bo to jest dobra propozycja, jeśli zależy nam, aby osłona zajmowała jak najmniej miejsca. Można co prawda wybrać np.: cisa fastigiata robusta (odmiana, która rośnie jak ołówek) ale trzeba go sadzić co 30 cm, a nie co 70 cm, jak szersze odmiany, więc na dłuższych odcinkach wychodzi upiornie drogo. Bluszcz wyjdzie duuużo taniej ale też ma swoją wadę: będzie go trudno przekonać, żeby piął się w górę, a nie po ziemi. Zwłaszcza, jeśli mamy zwykłą siatkę (pędy bluszczu wytwarzają korzonki przybyszowe, którymi się chwytają powierzchni; dlatego po murze lub pniu drzewa dużo chętniej się wspinają niż po siatce). 

Bardzo krótka ta lista i niezbyt duży wybór, prawda? A co z pozostałymi roślinami? Co z ostrokrzewami, laurowiśniami, ognikami? To są bardzo piękne rośliny i np.: w Anglii bardzo popularne jako rośliny żywopłotowe, jednak nasz klimat może się dla nich okazać zbyt surowy. Szkoda by było, gdyby po jakiejś szczególnie mroźnej nocy wypadła nam połowa żywopłotu, prawda? Zatem, jeśli ryzykować, to w cieplejszej części kraju i na pewno nie na wietrznym, odkrytym stanowisku (jak pisałam tutaj, prawdziwym wrogiem roślin zimozielonych nie jest mróz, a wysuszający wiatr). O głogownikach, aukubach, osmanthusach lepiej w ogóle zapomnijcie – te gatunki powinny u nas zimować w szklarniach.

 

Ewa – mój osobisty korespondent zza zachodniej granicy i źródło nowinek, które jeszcze nie dotarły do naszej zapyziałej Polski:D – donosi, że w Niemczech ekolodzy nie polecają laurowiśni na żywopłoty. Dokładny cytat z komentarza Ewy pod poprzednim postem brzmi: „Laurowiśnie przez ekologicznych ogrodników nazywane są tutaj toksyczną dżumą i są wg nich mniej ekologiczne niż beton, który po latach porastają chociażby mchy i porosty. Laurowiśnia nie odżywia długotrwale ani owadów ani ptaków. Pod nią, czyli w ziemi też niewiele się dzieje, bo liście się nie rozkładają. Liście z tego względu nie za bardzo nadają się na kompost. Z ekologicznego punktu widzenia nie ma żadnej wartości.”Prawdę powiedziawszy, trudno mi uwierzyć, że liście jakiejkolwiek rośliny miałyby się nie rozkładać – wydaje mi się to skrajnie nieprawdopodobne:D. Podejrzewam, że z laurowiśnią może być tak samo jak z jajkami, które raz były zdrowe, a raz wręcz przeciwnie, w zależności od aktualnych ustaleń nauki. W tym przypadku też zamierzam poczekać na nowe odkrycia:D.

Z roślin zimozielonych wspomnę jeszcze o trzech obiecujących ciekawostkach: berberys gruczołkowaty, ostrokrzew karbowanolistny, ligustr jajolistny. To są mało znane rośliny; być może którejś z nich uda się zastąpić bukszpana, jako rośliny na niskie żywopłoty. Na razie niewiele o nich wiadomo ale dużo sobie po nich obiecuję.

Niektórzy może zauważyli, że nie wspomniałam o cyprysikach i jałowcach, które są często spotykane w szkółkach. Sprawiają tyle kłopotów, i tak chorują, że nawet szkółkarze, którzy je sprzedają, nie polecają ich.

Żywopłoty formowane liściaste

Jeśli chodzi o żywopłoty liściaste formowane, to tutaj tak naprawdę mamy jeszcze mniejszy wybór, bo w zasadzie wybierać możemy pomiędzy grabem a bukiem. Obie rośliny mają dość podobne liście i stosunkowo szybko rosną.

Grab jest szczególnie odpowiedni w przypadku ciężkich, gliniastych ziem. Długo trzyma liście ale nie przebarwia się spektakularnie.

Wielką zaletą buka są pięknie przebarwiające się liście, które utrzymują się na gałęziach aż do wiosny. Rośnie szybciej niż żywopłoty iglaste, ale wolniej niż grab. Dzięki temu wystarczy mu strzyżenie raz w roku (a nie dwa razy, jak w przypadku graba). Problemem za to jest zdobniczka bukowa – rodzaj mszycy, która bardzo często atakuje to drzewo i przyczynia się do zamierania liści.

Jeśli ktoś potrzebuje taniego i szybkorosnącego żywopłotu, to zarówno grab jak i buk znakomicie się do tego nadają. Dokładnie w tym okresie roku (tj.: listopad i grudzień) można kupić za grosze ich sadzonki z gołym korzeniem. Szybko się ukorzeniają i prędko nam urosną.

Trzecią rośliną, o której wspomnę, jest klon polny. Osobiście znam go tylko jako „zwykłe drzewo” i to w dodatku niezbyt polecane, bo podatne na mączniaka. Tymczasem np.: tutaj piszą, że jest odporny na szkodniki i choroby. Osobiście nigdy nie widziałam żywopłotu z klona, więc nie mogę się wypowiedzieć. Wspominam o nim, bo jest polecany na gleby suche,  w przeciwieństwie np.: do grabu.

Niektórzy mogą być zdziwieni, że nic nie wspominam o irgach, berberysach, ligustrach – nie są ani zimozielone jak iglaki, ani tak ładne jak ww. liściaste, a do tego rosną zbyt niskie, żeby nadawały się jako osłona ogrodu. Lepiej sprawdzą się jako obwódki rabat. Nie bez powodu nie wspominam również o pęcherznicach, tawułach, dereniach – ich miejsce widzę bardziej w poście o żywopłotach nieformalnych.

Jak widać, propozycje i kwalifikacje są mocno subiektywne. Napiszcie zatem, co sądzicie o proponowanym zestawieniu. Coś byście dodały, coś ujęły?

6 myśli na “Jakie rośliny na żywopłoty formowane?”

  1. Nie sądziłam, że temat mnie zainteresuje, przeczytałam, bo pozycja psychofanki zobowiązuje, a tu WOW! Jak pewne są Twoje informacje o cisach? Wręcz pozwolę sobie zapytać o źródło? Bo jeśli ja jak głupia drugi rok skubię kulki do wysokości metra, i przegrzebuję ściółkę, co by dziecko nauczone konsumować z krzaka się nie zatruło, to… Nie wiem? W przyszłym roku posiedzę se dłużej, czy coś? :D

    1. psychofanka?:)

      Zmotywowana Twoim zapytaniem pogrzebałam głębiej i okazuje się, że nie do końca miałam rację: osnówka nie truje – ta informacja pojawia się w zasadzie w każdym artykule;
      natomiast informacja o rozgryzaniu pojawia się tylko w kilku miejscach, których wiarygodność nie jest większa niż innych źródeł.
      Najbardziej wiarygodne wydaje mi się to opracowanie:
      https://centrum-pediatrii.com.pl/pub/publikacje/3/ostre_zatrucia.pdf
      piszą tutaj (str. 65), że nasiona trzeba rozgryźć, żeby się zatruć, natomiast igły są trujące i bez tego.
      Z drugiej strony, w każdym ze źródeł piszą też, że cis jest bardzo trujący – dawka śmiertelna dla dorosłego to 50-100g igieł, a dla małego dziecka – już kilka nasion wystarczy (dla przypomnienia – śmiertelna dawka tui to 2,5 kg, z tego co pamiętam swój własny post:D).
      A z trzeciej strony, statystyki mówią, że rośliny są najrzadszą przyczyną zatruć. Pierwsza strona powyższego opracowania: pod kategorią „inne – 5%” kryją się właśnie rośliny i grzyby. I grzyby są dużo bardziej śmiertelne (ostatni akapit tego artykułu: https://panacea.pl/articles.php?id=205).
      Podsumowując: Ty wyciągaj swoje własne wnioski co do konieczności zbierania tych owoców, a ja idę poprawić tekst:D

  2. Asiu, uściślę może, żeby nie było… Liście laurowiśni nie tworzą ściółki pod żywopłotem, za czym idzie uboższe życie organiczne pod tymże żywopłotem. Nie tworzą ściółki, bo zanim się po dwóch lub trzech latach rozłożą, to wiatr je wywieje. Ogrodnicy ekologiczni mają to na uwadze. Na kompost liście można dawać, a rozkładają się tak samo wolno lub nawet trochę wolniej niż liście dębu.

    Żywopłot z klona jest bardzo ładny. Bardzo szybko rośnie.

  3. Dzięki za dogłębne info.
    Chyba jednak nie posiedzę, bo mimo bycia również fanką nagród Darwina, lubię swojego Dzidziola. Żucia liści i gałęzi u niego co prawda nie stwierdziłam, ale i tak pozbywanie się drzew, które są tu dłużej niż my wydaje mi się przesadą. Chyba??? :)

    1. Nie chyba a na pewno:D.
      „Wiek zagrożenia” u dziecka to okres miedzy 1 a 3 rokiem życia. Potem dają sobie przetłumaczyć, że nie wszystko można pchać do buzi:D.
      A cisy to chyba najbardziej długowieczne rośliny spośród żywopłotowych – ich żywotność liczy się na 150 lat:D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *