Ogławianie drzew – jak tego nie robić

ogławianie drzew

Wiosna się  zbliża, ogrodnicy zaczynają myśleć, co by tu można zrobić. Pierwsze w kolejności są wysiewy a zaraz za nimi – cięcie drzew i krzewów. Z tego co widzę – temat potrafi budzić całkiem duże emocje. Ostatnio ktoś pokazał na fb zdjęcie przyciętej … bądźmy szczerzy: okaleczonej… brzozy. Oj działo się, działo… Ujawnili się zarówno zawzięci zwolennicy cięcia drzew jak i równie zawzięci przeciwnicy. Dlaczego jeden z podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych powoduje takie kontrowersje?

Tak dokładniej, to kontrowersje powoduje jedna z bardziej radykalnych wersji tego zabiegu, czyli „ogławianie”. Zabieg ten polega na usunięciu całej korony drzewa i pozostawieniu jedynie pnia, z którego drzewo wypuści nowe, świeże gałązki. Kiedyś „ogławianie” kojarzyło mi się jedynie z naszymi  mazowieckimi wierzbami. I o ile jeszcze takie wierzby w krajobrazie polnym mogły budzić pewną nostalgię, to posadzone wzdłuż ulic różnych miasteczek dookoła Warszawy robiły wrażenie… Będę szczera – dość żałosne.

Potem dowiedziałam się, że ogławianiem nazywa się również kaleczenie drzew, zwane przez niektórych „cięciami pielęgnacyjnymi”, które są zmorą drzew przydrożnych. 

Mimo różnych apeli i artykułów taki sposób przycinania drzew jest niestety ciągle bardzo popularny. Dlatego bardzo się zdziwiłam, kiedy Noel Kingsbury polecał ten sposób cięcia w swojej książce „New small garden”. Taki świadomy człowiek, tak wrażliwy na środowisko – i takie szkodliwe bzdury propaguje?! Pogrzebałam trochę w internecie i znalazłam wyjaśnienie tego fenomenu.

"Pollarding" to nie to samo co "topping"

Okazuje się, że tam, gdzie język polski ma jedno określenie, język angielski rozróżnia dwa: „pollarding”, czyli cięcie gałęzi przy samym pniu oraz „topping” czyli „ograniczanie wielkości korony drzewa”. Mimo, że to pierwsze brzmi znacznie groźniej, to tak naprawdę jest porządną i uczciwą praktyką ogrodniczą, a to drugie to po prostu masakra piłą mechaniczną. Niekoniecznie teksańska. I nie ma ona nic wspólnego z „cięciem korygującym” albo „prześwietlającym”, co niektórzy chcieliby Wam wmówić. Zdjęcie powyżej to właśnie przykład takiej masakry. Nie dość że niezgodna ze sztuką ogrodniczą, to jeszcze nielegalna, bo przepisy zabraniają jednorazowo usuwać więcej niż 30% korony.

Ciekawostka historyczna:

ogławianie, to technika ogrodnicza z bardzo długą tradycją – stosowali ją już starożytni Rzymianie. Drastyczne przycinanie drzew powodowało rozwój wielu cienkich i prostych gałązek, które można było wykorzystać gospodarczo: na koszyki, podpórki, płotki, czy nawet chrust do opalania albo zimową paszę dla zwierząt. Z kolei pozostawianie pnia zapobiegało obgryzaniu młodych pędów przez zające czy sarny na przednówku.

Jak prawidłowo wykonać ogławianie drzewa?

Po pierwsze: nie robi się tego dojrzałym drzewom

Ogławianie drzewa należy zacząć, kiedy jest ono jeszcze młode. Zostawiamy jedynie pień i ewentualnie kilka głównych konarów, które utworzą potem konstrukcję drzewa. Drastycznie przycięte drzewo zareaguje wypuszczeniem masy nowych odrostów, tzw.: wilków. Trzeba je będzie potem usuwać co roku lub co dwa.

Z powyższego wynika, że ogławianie drzewa to pracochłonny zabieg wymagający regularności – tak samo jak cięcie topiarów.

Po drugie: cięcie wykonuje się we właściwym terminie i zgodnie ze sztuką ogrodniczą

W zasadzie zawsze ten zabieg należy wykonywać późną zimą, kiedy drzewo jeszcze nie ma liści i soki jeszcze nie krążą (wyjątkiem jest tutaj klon). I cięcie robi się blisko nasady (żeby nie został kikut) ale nie za blisko – tak, żeby nie uszkodzić tzw.: obrączki. Obrączka bowiem wytwarza tkankę przyranną, która „wylewa się” na ranę, zabezpieczając ją przed chorobami. W efekcie, po kilku latach miejsce cięcia nabiera charakterystycznych zgrubień, które mu nadają kosmicznego wyglądu – który nie każdy lubi.

Po trzecie: nie wszystkie drzewa nadają się do ogławiania

Ten zabieg można wykonywać tylko na niektórych gatunkach drzew, które łatwo się goją i łatwo się regenerują. Wymienia się wśród nich: jesiony, wiązy, dęby czerwone(!), platany, tulipanowce, wierzby, lipy, judaszowce, katalpy.

Jak NIE wykonywać ogławiania drzew (ani w ogóle żadnego innego cięcia)?

Powiedzmy, że unikamy następującego scenariusza:

Wiosną, kiedy słońce zaczyna przygrzewać a ptaszki ćwierkają radośnie, wychodzimy do ogrodu pełni werwy i zapału do pracy. Rozglądamy się po działce, zastanawiając się, od czego by tu zacząć. Najpierw – oczywiście – doprowadzamy do porządku sfilcowany trawnik ale to nie zaspokaja naszej potrzeby działania. Wtem, nasze oko pada na drzewo, które od lat spokojnie i bez przeszkód rosło sobie przy ogrodzeniu. Ze zgrozą zauważamy, że zaczyna sięgać kabli elektrycznych, które tamtędy przebiegają. Dryyyyyń – wewnętrzna syrena bije na alarm! Zagrożenie! Trzeba natychmiast usunąć! Dobrze, że w zeszłym roku kupiłem tego Stihla – gratulujemy sobie. Bierzemy sprzęt i zaczynamy pracę. Traaach – pada jeden konar. Ciach – drugiego też nie ma! Ciasno rosły a na drabinie niezbyt wygodnie się manewruje piłą, więc zostały po nich 30-centymetrowe kikuty. Na koniec jeszcze dla pewności przeciągamy piłą równo po wszystkich górnych gałęziach. Drzewo co prawda przypomina detektywa Rutkowskiego, który wpadł między jeżyny ale mniejsza o to. Najważniejsze, że usunęliśmy zagrożenie. Drzewa nie wycięliśmy, więc urzędasy nie będą się czepiać.  A jak znowu za bardzo urośnie – to znowu je przytniemy.   

Tym właśnie sposobem produkowane są kolejne powykrzywiane kaleki, które w niczym nie przypominają naturalnych drzew – dziury po usuniętych gałęziach sąsiadują z kołtunami ze świeżych wilków, którymi drzewo nadrabia ubytek masy zielonej. W sumie, jeśli drzewo po kilku latach padnie, to jego usunięcie jest wręcz aktem miłosierdzia. I jest bezpieczniejsze dla okolicy, bo gałęzie, które wyrosły tak nienaturalnie, są dużo bardziej podatne na wyłamanie. Szkoda tylko, że właściciel nie widzi związku pomiędzy śmiercią drzewa a masakrą, której dokonał kilka lat wcześniej i przy kolejnym drzewie powtórzy te same błędy…

Ale co w przypadku, kiedy drzewo naprawdę jest za duże i zagraża domowi czy instalacjom?

Obawiam się, że w tym przypadku również działa zasada „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Jeżeli posadziliśmy drzewo, na które tak naprawdę nie mamy miejsca, to trzeba je od samego początku regularnie przycinać i kontrolować jego rozwój. Cięcie roślin to nie jest prosta sprawa – trzeba wiedzieć o całej górze różnych rzeczy a i tak, jak przychodzi co do czego, to nie wiadomo, którą gałązkę ciachnąć. Tym niemniej – jest jedna, żelazna zasada, obowiązująca zawsze i wszędzie: za wszelką cenę unikamy cięcia grubych konarów i robimy to tylko wtedy, kiedy naprawdę jest chore i/lub spróchniałe.

Czy ogławianie jest ekologiczne?

Tutaj  kolejna ciekawostka:

W polskiej literaturze (a dokładniej mówiąc – w polskim internecie) nie znalazłam żadnych pozytywnych informacji o ogławianiu. Wręcz przeciwnie – sama krytyka (np.: tutaj): że ogławianie naraża drzewo na choroby, że powoduje nadmierne wydatki energii, że doprowadza do przedwczesnej śmierci drzewa itd.

Z kolei na zagranicznych stronach związanych z permakulturą ta technika (po latach zapomnienia) wraca do łask jako zrównoważony i ekologiczny sposób pozyskiwania drewna.

Oczywiście, ważny jest tutaj kontekst: jeśli się porówna regularne „strzyżenie” drzewa do całkowitego jego ścięcia i sadzenia nowego, to faktycznie, ogławianie jest bardziej ekologiczne. Ale ten temat rozwinę chyba szerzej w kolejnym poście, bo jest jeszcze jeden rodzaj cięcia, o którym chciałabym wspomnieć.

Tymczasem – podobają się Wam drzewa prowadzone w ten sposób? Przyznam, że mi niekoniecznie. Jest to co prawda dobry pomysł, aby móc posadzić duże drzewa w ograniczonej przestrzeni ale co z tego, skoro i tak nie przypominają samych siebie? To ja wolę od razu wybrać jakąś mniejszą odmianę i nie bawić się w takie skomplikowane cięcia. Wiem, że nie jestem konsekwentna, bo przecież lubię topiary, które też nie przypominają swoich oryginalnych form – ale kto mi zabroni?:)

8 myśli na “Ogławianie drzew – jak tego nie robić”

  1. Też widuję takie zmasakrowane drzewa przy drogach i w mieście i płakać mi się chce. Niestety wychodzą lata zaniedbań i braku pielęgnacji. Każde drzewo posadzone w ogrodzie czy w przestrzeni miejskiej wymaga dbałości, sprawdzenia jego stanu co roku a nie co 10 lat. Po zimie trzeba przejrzeć konary, pień, usunąć uszkodzenia, skorygować koronę o ile zajdzie taka potrzeba. Podobnie w trakcie sezonu. Jak robi się to systematycznie i z pomyślunkiem, zgodnie z terminami dla danego drzewa to one odwdzięczą się nam pięknym wyglądem. Jak tego nie robisz to potem są takie dramaty zamiast drzew. Nie ma drzew całkowicie bezobsługowych, są tylko mniej lub bardziej wymagające opieki. Najśmieszniejsze jest to, że w wypadku niektórych drzew nie zdajemy sobie sprawy ile pracy wymagają. I że posadzenie małego drzewka nie oznacza, że nie trzeba go ciąć. Czasami jest wręcz przeciwnie. Mam 2 drzewa, które nie są wielkie a przysparzają mi kupę pracy – pierwsze katalpa Nana o koronie do 3-5 metrów a drugie wierzba mandżurska – do 5 metrów wysokości. Katalpa Nana ma tendencję do wypuszczania setek drobnych i mega kruchych gałązek oblepionych liśćmi. Ona wypuszcza te gałązki z każdego możliwego miejsca na koronie a na każdej gałązce jest po kilka/kilkanaście liści. Liście są mega duże. Kiedyś jej nie cięłam i przy wilgotnym sezonie non stop coś jej było – jak nie mączniak to podsychające gałęzie/liście. Teraz co roku ogławiam redukując ilość nowych przyrostów i ogólnie jej wielkość bo oczywiście posadziłam za blisko płotu. Pomaga to na mączniaka, zmniejsza go ale nie usuwa całkowicie, po prostu korona ma odrobinę większy przewiew, ale mówiąc szczerze mam dosyć. I nie podoba mi się taka ogołocona a trzeba to zrobić na przełomie marca i kwietnia pamiętając, że wypuści liście dopiero w maju, czasami w połowie maja. Wierzba natomiast co jakiś czas choruje, w drugiej połowie lata, jak ma za dużo gałęzi i jest wilgotno zaczynają się pojawiać punktowo objawy antraknozy a liście potrafią być zjadane przez małe, czarne robaczki. Chore gałęzie trzeba jak najszybciej wyciąć, aby choroba się nie rozprzestrzeniała. Oczywiście można pryskać ale ja nie lubię chemii i nie ma pewności, że choroba nie wróci. Zresztą jak dobrze opryskać 4-5 metrowe drzewo? Na razie wycinanie pomaga tylko trzeba to robić systematycznie.
    I tak jak z katalpy mogłabym zrezygnować (tylko kto mi ją wykopie) tak wierzbę, za klimat jaki tworzy na mojej cienistej, po prostu uwielbiam. Tak więc pielęgnacja moich drzew jest wpisana w mój kalendarz i rozpisana na cały rok :)

    1. O rany, Twój komentarz jest dłuższy niż mój niejeden post!:D
      Zgadzam się całkowicie. Właśnie chciałam się zapytać o cięcie Twojej katalpy:D. Wszędzie piszą, że można (i że liście robią się większe) ale nikt nie wspomniał o tym, przez trzy miesiące trzeba patrzeć na goły kikut:D.
      A ta wierzba z tyłu jest naprawdę duża:D

  2. Miałam słowotok :) bo patrzę na nią co rano i mnie ostatnio wnerwia, małe „drzewko” a pracy kupę. Teraz znając lepiej drzewa coś innego bym posadziła. Ale sadziłam ja będąc zielona ogrodowo zauroczona zdjęciami w necie, no i wybór odmian był wtedy trochę mniejszy. Katalpę nie tniesz zbyt wcześnie. Raczej później. Jak zrobisz to za wcześnie może podmarznąć co im się zdarza. Przy takiej pogodzie jak teraz cięcie pewnie w kwietniu będę robiła. Czyli powiedzmy patrzysz 1,5-2 miesiące na gołe kikuty. Ona jak już puści liście to szybko jest cała zielona. To przynajmniej dobre. Czy robią się od tego liście większe? Nie sądzę. Ogólnie katalpy mają bardzo duże liście, dużo większe niż moje dłonie. I trzeba je niestety zebrać przed zimą bo choroby grzybowe przez te duże liście je lubią.

  3. No właśnie, ogławianie, dziwny temat i znów polskie specyficzne podejście (czemu Polacy zawsze „wiedzą” co innego niż wie cały świat?). Trafiłem na ten blog szukając informacji o prawidłowym ogławianiu, bo przymierzam się do posadzenia platana, którego chcę poprowadzić na drzewo ogłowione i szukałem doświadczeń z Polski. Wychowałem się za oceanem gdzie ogłowione (pollarded) platany (zarówno occidentalis, czyli American sycamore – niestety w Polsce nie do dostania, jak i hispanica, klonolistny, czyli London plane tree) są czymś normalnym w krajobrazie miejskim, a dla mnie towarzyszą najlepszym wspomnieniom z dzieciństwa i młodości. Dla mnie te drzewa są piękne, niepowtarzalne, malownicze i w całej masie – majestatyczne. I na pewno im to nie szkodzi, wiele z nich ma dobrze ponad sto lat, co w środowisku wielkomiejskim jest jakimś osiągnięciem, a w literaturze się doszukałem, że prawidłowo ogławiane drzewa często są zdrowsze i żyją dłużej niż te pozostawione w pokroju naturalnym.

    1. Słowo-klucz to „prawidłowo”:D
      Bardzo często mianem ogławiania nazywa się po prostu zmniejszenie korony, dokonywane okazjonalnie i bez pojęcia o prawidłowym cięciu.
      I nie jest to tylko polska przypadłość, bo na angielskojęzycznych stronach znalazłam dużo postów o różnicach pomiędzy „topping” a „pollarding”
      A platany to rzeczywiście piękne drzewa:D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *